|
Blog > Komentarze do wpisu
U Jeża było niedawno o południowym sąsiedzie naszym. Możnaby się rozpisywać o ludności węgierskiej zamieszkującej południe Słowacji i o wybuchających co jakiś czas skandalach związanych z traktowaniem cih przez ludność "rdzenną". Jedno jest pewne - jadąc przez Słowację i przypatrując się domostwom cały czas ma się jeszcze wrażenie, że jedziemy przez Węgry (pisałam kiedyś o charakterystycznych domach). Jeżeli chodzi o pomniki, zabytki i inne tego typu pamiątki nasi południowi sąsiedzi są mistrzami kamuflażu. Przerabiają węgierskie nazwiska po swojemu dodając np. piękne słowiańskie końcówki, tłumaczą imiona (coś na styl Heinrich Sienkiewicz). Zwiedzając miasta słowackie można dojść do wniosku, że tam na prawdę nigdy nie było Węgier. Trzeba się nieźle postarać, żeby na zamku w Oravskim Podzamoku znaleźć podobizny Macieja Korwina, albo na zamku w Zvoleniu tablicę pamiątkową Balinta Balassiego, co węgierskim poetą był :)
Na Słowacji fascynuje mnie (oprócz języka oczywiście) mikroskopijność. Bloki, domy, miasta, drogi, wszystko jest jakby mniejsze. Nawet znaki drogowe. A propos znaków drogowych - dlaczego na Słowacji przejście dla pieszych jest tylko dla mężczyzn? ![]() czwartek, 18 października 2007, pollyester
|
|
Tak z innej beczki, najlepszy jest w tym panoptikum Andy Warhol ubrany, a jakze, w skorzana kurtke, ale taka jaka nosza ciezko przystojni z prowincji, rezultat zalosno-komiczny.